^ Do góry

Gazetka Parafialna

KOMUNIKAT PO X SESJI PLENARNEJ II SYNODU ARCHIDIECEZJI KATOWICKIEJ

Dziewiątego kwietnia br. odbyła się dziesiąta sesja plenarna II Synodu Archidiecezji Katowickiej. Zgromadzenie synodalne rozpoczęło obrady od ostatecznego głosowania nad dokumentami przygotowanymi przez Komisję ds. Świeckich oraz Komisję ds. Katechezy i Wychowania Katolickiego. Następnie przewodniczący Komisji ds. Duszpasterstwa Młodzieży przedstawił zmiany w projekcie sformułowane w oparciu o poprawki zgłoszone przez członków Synodu i przedyskutowane na otwartym posiedzeniu Komisji.
W dalszej części sesji odbyła się prezentacja projektu Podkomisji ds. Mediów. Znajdują się w nim propozycje dotyczące m.in. rozwoju mediów archidiecezjalnych, reorganizacji komunikacji pomiędzy parafiami a mediami, wspierania parafii w wykorzystywaniu Internetu do komunikacji z wiernymi. W czasie dyskusji w auli synodalnej zwracano uwagę, iż w dokumencie należałoby się bardziej skoncentrować na wskazaniu najważniejszych celów działalności medialnej różnych podmiotów archidiecezji niż na technicznej stronie funkcjonowania mediów - ta bowiem podlega szybkim zmianom i trudno przewidzieć, jak będą one przebiegać w przyszłości.
Kolejna, jedenasta sesja plenarna odbędzie się 7 maja 2016 r. Zostanie na niej zaprezentowany ostatni synodalny projekt: Komisji ds. Duszpasterstwa. Bardzo prosimy o modlitwę w intencji wszystkich członków Synodu.
ks. Grzegorz Strzelczyk
Sekretarz II Synodu Archidiecezji Katowickiej

"Maryja i my" nr 526z dnia 17.02.2019

Błogosławieni jesteście wy... - Łk 6,17.20-26

    Św. Łukasz mówi o czterech błogosławieństwach, które dotyczą ubogich, głodujących, płaczących i prześladowanych. W istocie wszystkie te kategorie oznaczają ubogich materialnie lub duchowo. Jezus oczywiście „nie konsekruje ubóstwa” (A. Pronzato). Ideałem nie jest samo ubóstwo, ale miłość do ubogich. Słowo „ubodzy” w języku greckim i hebrajskim oznacza tych, którzy nie mają niczego, nawet własnego domu, czyli żebraków, nędzarzy, opuszczonych, biednych w sensie materialnym.
    W języku biblijnym biednym jest również człowiek, który nie ma większego znaczenia czy wpływu we wspólnocie czy społeczeństwie. Nikt się z nim nie liczy, nie interesuje, nie honoruje go, nie poważa. Jest lekceważony, pomijany, niejednokrotnie pogardzany. Jest to człowiek po ludzku przegrany i bez jakiejkolwiek szansy życiowej. Jednak pomimo tego jest wewnętrznie scalony i ufny. Oparciem i pewnością ludzi „ubogich w duchu” jest Bóg, Jego dobroć i miłosierdzie.
    Po błogosławieństwach następują cztery „biada”. „Biada” bogaczom, sytym, śmiejącym się i pysznym. W zasadzie wszystkie „biada” można sprowadzić do bogactwa. Bogactwo jest niebezpieczne, gdyż ogranicza cały horyzont życia do teraźniejszości. Zamyka w sobie samym i uniemożliwia dostrzeganie potrzeb innych. Pochłania człowieka maksymalnie i zasłania Boga. Bogaty w swojej krótkowzroczności staje się niewolnikiem rzeczy.
    Jezus nie przekreśla bogactwa ani tym bardziej ludzi bogatych. Chce tylko, byśmy zrozumieli niebezpieczeństwo związane z bogactwem, nabrali do niego dystansu i podporządkowali go służbie Bogu (i ludziom, zwłaszcza najbiedniejszym). Zamiast bogactw doczesnych, powinniśmy raczej starać się być „bogatym przed Bogiem”. Więcej uwagi poświęcać dzieleniu się swoimi dobrami niż gromadzeniu. A. de Saint-Exupery twierdzi, że „smak podzielonego chleba nie ma sobie równego w całym świecie”. A Jezus mówi do swoich uczniów: „Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12, 32).
    Które z błogosławieństw jest mi najbliższe? A które jest dla mnie najtrudniejsze w realizacji w codziennym życiu? Czy doświadczam na co dzień błogosławieństwa Boga? Czy jestem błogosławiony, szczęśliwy? Czy sam jestem dla innych błogosławieństwem?
    Jaki jest mój stosunek do dóbr materialnych? W jaki sposób się zabezpieczam? Czy nie wykorzystuję innych ludzi kosztem mojego bogacenia się? Jak korzystam ze zdobytych dóbr? Na czym opieram swoje życie?
    Czy umiem znosić cierpliwie braki i niedogodności związane z codziennym życiem? Czy jestem wolny wobec pieniędzy i innych rzeczy, z których korzystam na co dzień? Jak przeżywam moją zależność od innych? Dzisiaj niemal trzy czwarte ludzkości żyje w ucisku, nędzy, ubóstwie…
    Czy szukam jakiejś formy kontaktu i solidarności z ludźmi rzeczywiście ubogimi? Czy na modlitwie zachowuję się jak człowiek ubogi, który ma świadomość swojej zależności od Boga i potrzeby Jego łaski i miłosierdzia?
Stanisław SJ

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić

    Z czasów, gdy byłem jeszcze klerykiem, kilka książek wówczas przeczytanych pozostało mi żywo w pamięci do dzisiaj. Należy do nich Śmierć Iwana Iljicza, jedno z najbardziej znanych opowiadań Lwa Tołstoja (1828-1910), rosyjskiego pisarza i dramaturga. Dzieło to jest znakomitym studium wahań i wewnętrznych rozdarć, które człowiek przeżywa w momencie, gdy dopadnie go ciężka, nieuleczalna choroba. Człowiek - i chyba można by tu nawet zaryzykować dopowiedzenie, że każdy, który w takiej sytuacji się już znalazł - miota się wtedy pomiędzy niepewnością o własną przyszłość a nadzieją na wyleczenie. I właśnie takie ludzkie doświadczenie ukazuje Tołstoj we wspomnianym opowiadaniu.
    Kapitalnym zabiegiem użytym przez Tołstoja w konstrukcji tego opowiadania jest to, że już na samym jego początku czytelnik dowiaduje się, jak cała historia Iwana Iljicza się skończy. Czytelnik na „dzień dobry”, tzn. w I rozdziale, zostaje bowiem uraczony opisem pogrzebu głównego bohatera, gdzie padają bardzo ponure słowa:
    „Trup leżał, jak zwykle leżą trupy, jakoś specjalnie ciężko, po trupiemu, zatopiwszy zdrewniałe ręce i nogi w pościółce trumny, z na zawsze załamaną na poduszce głową, wystawiając, jak zawsze wystawiają trupy, swoje żółte woskowe czoło z przerzedzonymi włosami na zapadłych skroniach i sterczący nos jakby najeżdżał na górną wargę”.
    Reszta opowiadania jest już tylko retrospekcją, czyli spojrzeniem w przeszłość Iwana Iljicza. Dzięki temu zabiegowi - jak myślę - opowiadanie Tołstoja paradoksalnie nie jest historią o śmierci bohatera, ale o jego życiu.
    W kolejnych rozdziałach czytelnik dowiaduje się, że Iwan Iljicz starał się przez całe życie o to, by było ono przyjemne i przyzwoite. Najpierw przykładał się do nauki, potem troszczył się o właściwy przebieg i rozwój zawodowej kariery. Kolegował się z ludźmi, z którymi należało się kolegować, ożenił się należycie z kobietą ładną i względnie zamożną, miał też - tak jak trzeba - dwójkę dzieci, miło spędzał czas wolny z rodziną i przyjaciółmi... Nagle w życiu bohatera pojawiła się choroba, ból stawał się coraz bardziej natarczywy, a śmierć stopniowo zaczynała być coraz pewniejsza... I wtedy właśnie nie tylko runął cały system prawd, jakimi w życiu Iwan Iljicz się kierował, ale te prawdy okazały się być w obliczu nadchodzącej śmierci tyle warte, co śmieci.
    Można więc powiedzieć, że w losach Iwana Iljicza Tołstoj zdemaskował m.in. wszystkie wybiegi, oszustwa, wydumane czy też rzeczywiste wartości, na których człowiek buduje częstokroć swe życie, a które to w perspektywie tego, co nieuniknione, czyli śmierci, okazują się zupełnie nieprzydatne. Przy takim spojrzeniu na jedno z przesłań, jakie wyłania sie z tego opowiadania autorstwa rosyjskiego pisarza, wymowna jest refleksja, do jakiej jego główny bohater dochodzi tuż przed śmiercią. Iwan Iljicz rozpaczliwie żałuje bezpowrotnie utraconej szansy, głupio zmarnowanego życia...
    Mając na uwadze gdzieś w tle powyższe przemyślenia, popatrzmy teraz na dzisiejszą Ewangelię. Zauważamy najpierw, że Jezus wyraźnie wskazuje w niej, iż człowiek ma zasadniczo do wyboru w życiu dwie drogi. Pierwsza, jest to droga przekleństwa, gdyż Pan powiada, że biada tym ludziom, którzy nią przejdą przez życie. Zaś druga, jest drogą błogosławioną, gdyż ci, którzy nią wytrwale kroczyć będą, po śmierci zostaną za swą wierność Panu nagrodzeni. Można więc powiedzieć, że Jezus w niedzielnej Ewangelii wzywa nas, abyśmy nie zmarnowali ziemskiego życia i nie utracili w ten sposób bezpowrotnie szansy na niebo. A inaczej, parafrazując jedno ze wschodnich przysłów, Jezus zwraca nam dzisiaj uwagę na to, że choć owszem nie możemy na trwale zatrzymać żadnego ziemskiego dnia, to jednak, jeśli pójdziemy w nim drogą błogosławieństw, to go (dnia) na pewno nie stracimy!
    ks. Zdzisław K.


NASZ KATECHIZM

Czy samozaspokajanie się jest wykroczeniem przeciwko miłości?

Samozaspokajanie się (masturbacja) jest wykroczeniem przeciwko miłości, ponieważ doznawana rozkosz ma cel egoistyczny i nie ma nic wspólnego z całościowym, wzajemnym rozwijaniem się mężczyzny i kobiety w miłości. Dlatego „seks ze sobą” jest wewnętrznie sprzeczny. [2352]
Kościół nie demonizuje masturbacji, ale przestrzega przed jej bagatelizowaniem. Faktem jest, że w dobie masowych mediów i Internetu wielu młodych ludzi, a także dorosłych, obraca się w świecie erotycznych obrazów, filmowi seksualnych znajomości. Nawiązanie osobowej relacji miłości jest dla wielu bardzo trudne. Osamotnienie może prowadzić w ślepą uliczkę nałogowej masturbacji. Postępowanie zgodnie z hasłem: „Do seksu nie potrzebuję nikogo, zadowalam sią sam jak i kiedy chcę” jeszcze nikogo nie uczyniło szczęśliwym.

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

  I accept cookies from this site.
EU Cookie Directive plugin by www.channeldigital.co.uk